Katecheza 4. Dlaczego ksiądz odprawia Mszę trydencką plecami do ludzi?


Video: ks. Bartosz Gajerski, archidiecezja przemyska
Tekst: ks. Bartosz Porzeziński, diecezja warszawsko-praska

Gdyby utworzyć hierarchiczną listę najważniejszych określeń opisujących Mszę Świętą zw. trydencką, wówczas łacińskie sformułowanie ad orientem znalazłoby się niewątpliwie na pierwszym miejscu. Jego rezultat widać bowiem na każdym zdjęciu czy filmie z tej Mszy. Czymże więc ono jest? Ad orientem to swego rodzaju klucz do zrozumienia nie tylko starszej Mszy Świętej (rytu w formie nadzwyczajnej — jak określił Benedykt XVI), lecz także — a może przede wszystkim — naszej własnej roli w życiu. Roli człowieka względem Boga.

Sam łaciński zwrot ad orientem oznacza po prostu ku wschodowi. Wschód, jak i zachód, już u Ojców Kościoła ma głębokie znaczenie teologiczne. Św. Cyryl Jerozolimski pisał o zachodzie, że jest miejscem widzialnych ciemności, a szatan sam będąc ciemnością, w ciemności rządzi. Wschód jest zatem w tym kontekście miejscem widzialnej jasności, a metaforycznie — kierunkiem dobra. Wschód oznacza raj, z którego człowiek został wygnany za zdradę Boga. Oznacza nawet więcej niż raj. Zauważmy zatem, że św. Ambroży zwrócenie się ku wschodowi opisuje słowami: Kto wyrzeka się diabła, zwraca się do Chrystusa i patrzy prosto na Niego. Wschód jest ostatecznie symbolem Życia, symbolem samego Boga — Jezusa Chrystusa.
Tę właśnie symbolikę odzwierciedla ryt w formie nadzwyczajnej. Wspólne skierowanie się kapłana i wiernych w jednym kierunku, ad orientem, ku wschodowi, to skierowanie pasterza (kapłana) i owiec (wiernych) w jedynym kierunku ich przeznaczenia (Boga). W kierunku miejsca, do którego wspólnie zmierzają — nowej ziemi i nowego nieba (por. Ap 21, 1).

Dlaczego więc w czasie sprawowania Nowej Mszy, obecnie powszechnie spotykanej w Polsce i na świecie, ksiądz stoi versus populum, czyli przodem do ludzi, a nie do Krzyża, Boga? Na pozór wydaje się, że jeśli liturgia trydencka przestała być, jakby nagle, sprawowana niedługo po zakończeniu Soboru Watykańskiego II, to zmiana ta jest jego owocem. Otóż nic bardziej mylnego. Najciekawsze jest to, że w żadnym soborowym dokumencie w ogóle nie nakazano skierowania się kapłana w stronę wiernych, nie mówiąc o tym, że również cała forma nowej Mszy Świętej (z inną wielką zmianą: wprowadzeniem na szeroką skalę języka narodowego zamiast łacińskiego), jest efektem prac liturgistów ze specjalnej komisji powołanej przez papieża Pawła VI. Co więcej, także pierwsze wydania nowego Mszału zakładały, że Msza jest odprawiana ad orientem. Dopiero najnowsze wydania zakładają celebrację versus populum.

Wydawać by się mogło, że kapłan stojący tyłem do wiernych w liturgii trydenckiej, to dla nas, wiernych, policzek w kontekście tego, że teraz zwykle skierowany jest w naszą stronę, dzięki czemu tworzymy z nim wspólnotę jakby bardziej wyrazistą, bardziej demokratyczną. Warto tutaj samodzielnie się zastanowić: czy jednak pasterz prowadzi owce patrząc na nie, a nie widząc kierunku, w którym zmierza?

Tak więc zasadniczą różnicę między formą nadzwyczajną a zwyczajną rytu stanowi to, że w nadzwyczajnej na pierwszym planie jest zawsze Ofiara Jezusa Chrystusa za nasze grzechy, a my, katolicy, znajdujemy się na Golgocie. Liturgia trydencka jest skrajnie teocentryczna, czyli ukierunkowana na Boga, kapłan zaś jest naszym widzialnym pasterzem na drodze krzyżowej do zbawienia, a nie współbiesiadnikiem w czasie upamiętniania uczty paschalnej (a do tego niekiedy się dąży przy sprawowaniu nowej liturgii). Przyzwyczajonym do posoborowej Mszy Świętej ta wyjątkowość ad orientem może otworzyć nowe przestrzenie rozwoju duchowego.

Św. Augustyn mówił, że nie ma niczego bardziej zbawiennego od rozpamiętywania Męki Pańskiej. Zwrócenie się wszystkich w kierunku krzyża już samą widzialną formą nam w tym pomaga. Jeżeli kapłan jest skierowany tylko i wyłącznie w kierunku Boga, to podobnie również my sami możemy w pełni doświadczyć tej wyłączności Boga dzięki naturalnie zwiększonej świadomości spotkania z Nim — ponieważ to już nie ksiądz znajduje się w centrum. Architektura kościołów ad orientem, zalecona zresztą wcale nie na Soborze Trydenckim (wiek XVI), lecz pamiętająca przynajmniej czasy papieża św. Grzegorza Wielkiego (wiek VI), stawia człowieka we właściwszym miejscu: bezpośrednio pod krzyżem, na którym ukrzyżowaliśmy naszymi grzechami Jezusa Chrystusa, Boga-Człowieka, przebaczającego nam...

Czy z tych dobrodziejstw skorzystamy? Uczynimy to tylko wtedy, gdy przyjdziemy na Mszę Świętą z tego jednego powodu — dla jednego kierunku naszych pragnień, jakim jest Bóg i tylko Bóg. Ad orientem to nie tylko opis suchego faktu, że kapłan stoi plecami do wiernych. Ad orientem stanowi w rzeczywistości czysto wewnętrzną postawę ludzkiego stworzenia: pragnienie uzdrowienia z grzechów i jego konsekwencji, które w przeciągu wielowiekowej mądrości Kościoła znalazło naturalny wyraz po prostu w liturgii zwanej dziś potocznie trydencką.
 
WARTO ZAPAMIĘTAĆ
Ksiądz nie odprawia Mszy Świętej tyłem do ludzi, ale przodem do Boga. Jest to postawa zwana po łacinie ad orientem, czyli ku wschodowi, co oznacza zwrócenie się kapłana i wiernych Ludu Bożego ku światłości, ku krzyżowi, ku Jezusowi Chrystusowi. Praktycznym zastosowaniem tej metafory jest, że kościoły buduje się często właśnie z prezbiterium skierowanym ku wschodowi.