Świadectwo Mateusza

„Uważam, że Pana Boga można spotkać w harmonii i tam, gdzie harmonia, tam, gdzie nie ma pośpiechu, tam, gdzie wszystko wypływa jedno z drugiego, tam, gdzie jest spokój, tam, gdzie jest cisza, kiedy trzeba; i Msza trydencka to mi właśnie daje”.
 

 
 
Zostałem zapytany, dlaczego chodzę na Mszę trydencką, i chciałbym w kilku słowach o tym opowiedzieć. Na samym wstępie chciałbym jednak znaczyć, że nie będę wspominał o aspektach typowo teologicznych, ponieważ na ten temat wypowiadali się już ludzie, którzy są o wiele mądrzejsi, którzy posiadają wiedzę o wiele większą w tej materii niż ja. Dlatego ja chciałbym się skupić na kwestiach drugo-, a może trzeciorzędnych i będą to takie moje prywatne, osobiste, jak najbardziej subiektywne opinie, z którymi można się zgadzać lub nie.

Chodzę na Mszę trydencką, ponieważ chcę tam spotkać Pana Boga. Uważam, że Pana Boga można spotkać w harmonii i tam, gdzie harmonia, tam, gdzie nie ma pośpiechu, tam, gdzie wszystko wypływa jedno z drugiego, tam, gdzie jest spokój, tam, gdzie jest cisza, kiedy trzeba; i Msza trydencka to mi właśnie daje.

Chodzę na Mszę trydencką, ponieważ jest ona spójna, jedno wypływa z drugiego, nie ma tam chaosu, nie ma tam zamieszania. Jest cisza, spokój i można skupić się na tym, co najważniejsze, na tej bezkrwawej Ofierze, która jest składana Bogu Ojcu.

Chodzę na Mszę trydencką, ponieważ jestem dorosłym i dojrzałym człowiekiem i chcę, aby mnie tak traktowano. Chcę, aby kapłan był kapłanem, czyli tym, który składa Ofiarę, a nie konferansjerem, komentatorem, opowiadaczem dowcipów, kabareciarzem.

Chodzę na Mszę trydencką, ponieważ urzeka mnie jej forma. Forma, z której tak na dobrą sprawę nic nie rozumiem. Nie wiem, co kapłan mówi. Kocham co prawda łacinę, jednak jest to miłość nieodwzajemniona, dlatego wszystkie słowa wypowiadane przez kapłana, o ile je słyszę, są dla mnie de facto niezrozumiałe, jednak to mi coś daje. To mi daje świadomość, że właśnie sprawuje się tak wielka Tajemnica, której rozum ludzki nie jest w stanie pojąć.

Chodzę na Mszę trydencką, ponieważ podczas składania Najświętszej Ofiary chcę być zwrócony w tym samym kierunku co kapłan — w kierunku Pana Boga. Stwierdzenie, że kapłan w czasie Mszy trydenckiej odwrócony jest plecami do ludu, i oburzanie się tym faktem jest tak samo racjonalne, jakbyśmy teraz obrazili się, że kierowca autobusu siedzi tyłem do pasażerów. Kapłan jest odwrócony przodem do Pana Boga, tak samo jak my. Nie musi przez to grać, nie musi przez to skupiać całej uwagi na sobie. Zostawia ją Temu, który w tej chwili jest najważniejszy.

Chodzę na Mszę trydencką, ponieważ jest ona po prostu piękna. Daje namiastkę nieba już tu na ziemi. Nie skupia się na człowieku, ale na Panu Bogu. A liturgia jest dla Pana Boga, a nie dla człowieka. Dlatego chodzę na Mszę trydencką i mam nadzieję, że już niedługo będzie ona nie mniej popularna niż tzw. nowa Msza.